Maroko - Relacja

Chciałoby się ciepła, u nas jesiennie szaro, no to Maroko…

Przeprawa promem przez Cieśninę Gibraltarską czyli Słupy Herkulesa i jesteśmy w Tangerze, pierwsze zetknięcie z Afryką, jeszcze zabudowa secesyjna, europejska, ale zgiełk, meczety i ukształtowanie ulic, zaułki marokańskie, owoce, zapachy przypraw i pachnideł. Naganiacze mniej uciążliwi niż w większości krajów arabskich, ponoć policja turystyczna ich gania.

W Casablance meczet Hasana, jeden z największych na świecie. Jeden też z niewielu w Maroku, do którego można wejść do środka.

Essaouira to biała zabudowa medyny, fortyfikacje, bastiony, port rybacki, szeroka plaża i uwijające się mewy, które walczą z wielgaśnymi kocurami o resztki ryb złowionych przez miejscowych rybaków. Wzdłuż głównej ulicy wózki z rybami, mięsem i owocami. Wszystko to wygląda tak naturalistycznie, jakbyśmy przenieśli się do XIX wieku. W zaułkach medyny wyroby z drzewa cedru i tui, przy porcie targ rybny i tu różne morskie cuda. Można sobie wybrać, przygotowują do jedzenia na miejscu.

 

Przy wejściu do medyny od strony przeciwległej do portu sklep, w którym spory wybór marokańskich win i innych trunków. Obcokrajowcy mogą legalnie zakupić tu alkohol, chociaż zawijają go szczelnie w papier, by nie siać zgorszenia na ulicy.

Marrakesz, wielu z nas właśnie tu poczuło się jak w Afryce, chaos stworzony przez tłumy ludzi na głównym placu Jamaa el-Fna, kuglarze, zaklinacze węży, ludzie z małpkami, kobiety które namawiają do henny na rękach, drobni, przenośni restauratorzy, sprzedawcy różnych eliksirów, lampionów, wszystko to składa się na atmosferę tego miejsca, od placu wokół ciągną się niekończące się suki i jak się tam wejdzie to niełatwo się w tłumie odnaleźć zwłaszcza po zmroku, gdy tutejsze życie nabiera tempa i wszystko to wygląda jeszcze bardziej tajemniczo. Warto obserwować tętniący życiem plac z tarasów położonych wokół niego restauracji, popijając popularną w Maroku świeżą miętę.

Jedziemy do Sidi Ifni położonego na południu. Niżej już tylko Sahara. Po drodze do Sidi Ifni mijamy pomarańczowo-żółte tereny pustynne, od czasu do czasu pojawia się domek z poletkiem uprawnym. Co tu można uprawiać - kaktusy, a właściwie opuncje, kaktus, a na czubku owoc, który można kupić na bazarze albo sobie urwać, rosną czasami też na dziko, miejscowi obierają je gołymi rękoma i obrane sprzedają, ale uwaga, wydaje się, że nie kłują, tylko łaskoczą, a łapa później piecze przez 2 dni. W Sidi Ifni położonym na wzniesieniu, w centrum dominuje biała zabudowa i taras z widokiem na ocean. Czerwony klif i szerokie plaże, jakimi można wędrować kilometrami, co jakiś czas spotykając tylko rybaka.

Legzira to czerwone klify i łuki skalne, relaks na plaży do zachodu słońca.

W Maroku dominuje pustynia kamienisto-żwirowa. Jedzie się i długo nic nie ma, aż tu nagle pośrodku niczego wielbłądy się pasą. W końcu dojeżdżamy do piaszczystych wydm i tu najlepiej odejść kawałek i poczuć pustkę i ciszę wokół.

                                 

Dolina Draa, wyprawa piesza przez palmiarnię. Co jakiś czas zza palm pojawiają się ludzie w lokalnych strojach na osłach, za palmami góry, a przed nami wysychająca rzeka Draa. Za mostem ksar, gliniana wioska i kasby - zamki z gliny. Ich trwałość to kilka lat, po tym czasie trzeba wzmacniać budowlę, bowiem czasami rozpada się pod wpływem dotyku.

                                                       

                                  

Potężne lasy cedrowe z małpkami to dla wielu była atrakcja przednia. Małpki chętnie podchodzą do ludzi, ale nie są nachalne, za to sprytne. Gdy długo się nie reaguje, przypominają o swojej obecności pociągając za koszulkę.

                                 

Fez - tu można zobaczyć, jak wyglądało miasto w pierwszym tysiącleciu, we wczesnym średniowieczu, albowiem zachowało się tu jedno z największych miast na świecie tego okresu, medyna, w której gubi się na początku każdy. Labirynt wąskich uliczek z charakterystycznym dla nich rzemiosłem sukienniczym, miedzianym i w końcu garbarnie, które wyglądają, jak żywcem wyjęte z tamtych czasów. Skóry są farbowane na świeżym powietrzu w kadziach z naturalnymi barwnikami, a potem wystawione na słońce do suszenia. Chociaż uliczki medyny są momentami tak wąskie, że ludziom trudno się wyminąć, nierzadko przechodzą nimi również kupcy z osłami objuczonymi towarem. Idziemy jeszcze spojrzeć na medynę z pobliskiego wzgórza.

          

Chefchaouene to pnąca się w górę medyna z zabudową w niebiańskich barwach. Przed wjazdem do miasta położonego w Górach Rif stoją tajniacy z policją, sprawdzają, kto wjeżdża i przy wyjeździe to samo. Region Gór Rif jest znany z upraw konopi indyjskich, to światowe zagłębie haszyszu, do którego zakupu nakłaniają czasami miejscowi, coraz częściej ganiani przez policję, gdyż posiadanie narkotyków jest oczywiście w Maroku zabronione.

                                  

Zapisz się na wyjazd

Komentarze

W celu dodania komentarza należy się zalogować

Brak dodanych komentarzy