Gruzja Armenia POZ - Profil

Monastyr Gelati i pozostałości akademii, czasów świetności, odrodzenia gruzińskiego, kiedy to Europa tkwiła jeszcze w głębokim średniowieczu... Na każdym kroku odczuwa się tu, że wszystko było wcześniej niż u nas, chrześcijaństwo, średniowiecze, odrodzenie, a wiele monastyrów pochodzi nie z drugiego tylko z pierwszego tysiąclecia. W Kutaisi w środku miasta stoi fontanna nawiązująca do czasów mitycznej Kolchidy, do której Jazon wybrał się z Argonautami po złote runo. To właśnie Kutaisi, jedno z najstarszych miast na świecie, było jej stolicą.

Gori - osiedla uchodźców z Osetii i wymowny symbol bezradności - pomnik przedstawiający rycerzy gruzińskich pozbawionych różnych części ciała, w końcu pomnik Stalina przed kontrowersyjnym miejscem jego pamięci, lokalna przewodniczka zachowuje się powściągliwie, ale gdzieniegdzie wychodzi zachwyt nad osobowością człowieka, o którym opowiada.

Upliscyche - skalne miasto z przestronnymi jaskiniami, widok na rzekę Mtkwari, wijącą się pośród pozostałości dawnego miasta i tunel wykuty w skale, którym schodzimy na dół.

Przed nami Kaukaz, Przełęcz Krzyżowa, widok na czerwone skalne kolosy i już czuje się ogrom gór, ale samo miejsce widokowe też wzbudza zainteresowanie - radziecka, monumentalna mozaika z symboliką gruzińską.

Żółty naciek na górach wielkości budynku, to kosmiczny efekt działania minerałów, nie wygląda jak z przyrody ziemskiej.

Wodospad Gweleti, miła chwila ochłodzenia, no i w końcu majaczy biały szczyt góry Kazbek i poniżej dumnie, wysoko surowy kościół Cminda Sameba, pniemy się do niego w górę i tam już tylko wokół majestatyczny Kaukaz. Na dole gorące chaczapuri (tylko tu jadłem w wersji ser i ziemniaki). Wracamy Drogą Wojenną, co jakiś czas po obydwu stronach średniowieczne wieże komunikacyjne, przez które podążała informacja o ruchach wroga. Twierdza Ananuri broni dostępu do Tbilisi. Docieramy do Mcchety, ogromna mozaika z Chrystusem, miejsce święte dla Gruzinów, dawna stolica Iberii i Gruzji, miejsce chrztu pierwszego tuż za Armenią państwa, które przyjęło chrześcijaństwo.

Tbilisi, aleja Rustawelego i parlament, który już nim nie jest, stare miasto to kolorowe budynki z ażurowymi balkonami i krużgankami, dalej pomnik wesołych Gruzinów, tu wszystkim się zrobiło chyba nawet za wesoło, jeszcze słynna podpaska, czyli most na rzece Kurze, z którego widać całe centrum, Matka Gruzja z mieczem na szczycie wzgórza, kolejka linowa na to wzgórze jeździ do godziny 24, w nocy całe centrum podświetlone, łaźnie tyfliskie, najbardziej charakterystyczna ta, w której przebywał Puszkin.

Na ulicy Leselidze jest knajpa z chaczapuri wszelkiego rodzaju, z serem w środku - chaczapuri imereckie, z 2 rodzajami sera na wierzchu - megrelskie, z serem i jajkiem - adżarskie, z fasolą i ostrą papryką - lobiani, na tej ulicy też są sklepy z możliwością bezpłatnej degustacji win gruzińskich.

Jedziemy do Dawid Garedża poprzez stepy. Najpierw jest trawa, później już pustynnie, kolorowe pagórki i dojeżdżamy do klasztoru. Monastyr jest wykuty w skale. Ruszamy na górę Udabno, stąd widać bezkresne pustkowie Azerbejdżanu, a nad nami sępy. To teren pograniczny. Widzieliśmy, a nawet pogadaliśmy z pogranicznikami gruzińskimi. Po krótkiej wędrówce zboczem góry pojawiają się monastyry z freskami w pieczarach. Po drodze węże, różne płazy i gady, ale uciekają przed ludźmi, rzecz jasna. 

Jedziemy do Armenii. Tego dnia mamy jezioro Sewan, tu czas na relaks, jezioro położone pośród gór, ale da się kąpać, woda około 19 stopni, szeroka plaża, a na wzgórzu monastyr i pierwsze zetknięcie z mistycznymi chaczkarami.

Erywań - w centrum miasta kaskady, a wokół przedziwne figury, bazar ze świeżymi daktylami, melonami, figami, sharonami, arbuzami, przyprawy, kiszonki, domowe wino, koniak i czacza. Restauracja Kaukaz, jedna z bardziej znanych w stolicy, potrawy z krajów kaukaskich i wybór taki, że menu z obrazkami ma około 100 stron (dwudaniowy obiad i wino około 15 zł na osobę). W Gruzji jest taniej niż w Polsce, ale w Armenii jeszcze taniej.

Pogańska świątynia Garni, a poniżej wąwóz z nawisami skalnymi w kształcie organów, w pobliskich górach żyją lamparty.

Ruszamy na południe kraju, panorama Araratu, świętej góry Ormian, kanion z czerwonej skały i monastyr Norawank. Dojeżdżamy do skrzydeł Tatewu, czyli kolejki linowej, którą dotrzemy na wysokość ukrytego w górach klasztoru. W środku wczesnośredniowiecznych świątyń Tatew i Norawank ciemno, surowo i zupełnie cicho. Mistyczne doznania potęguje na zewnątrz otoczenie chaczkarów, a także wysokogórskie i odludne położenie. 

Eczmiadzyn - centrum duchowe Armenii, odpowiednik Watykanu i wracamy do Gruzji, docieramy do Wardzi, wielopiętrowego skalnego miasta, niektórzy trochę się pogubili w skalnych korytarzach, a na dole knajpa, a w niej bakłażany z pastą orzechową.

 

Droga do Mestii pnie się przez wysokie góry Kaukazu. Po drodze knajpa z kubdari. To placek z mięsem, najpopularniejsza potrawa w Swanetii. Droga powstała tu niedawno, wcześniej trudno było się dostać do Swanetii. W końcu docieramy do Mestii i tu już wieże z kamienia. W Mestii warto wybrać się wieczorem na podświetlone kamienne wieże, najlepiej widoczne z mostu, chodząc pomiędzy domostwami z kamienia o zmierzchu, trzeba uważać na leżące gdzieniegdzie krowy. Największy wybór produktów spożywczych nie jest w powszechnie dostępnych sklepach dla przyjezdnych, tylko w tych bardziej ukrytych, bazar z warzywami i owocami jest ukryty za metalową bramą, jakby od garażu, w małych okienkach można dostać świeży chleb nawet późnym wieczorem.

Uszghuli to kilka wiosek. Nie tylko wieże z kamienia, ale cała zabudowa kamienna, dodatkowo wszędzie szwędają się zwierzęta gospodarskie, co razem tworzy obraz miejsca, jakby żywcem wyciągniętego ze średniowiecza. Łazimy po wioskach, w ostatniej jest wzniesienie, z którego rozciąga się panorama wszystkich trzech wiosek. Piechotą lub niektórzy terenowym Mazem na pace, ruszamy do lodowca Szchary, w końcu docieramy do miejsca, w którym rzeka Inguri wypływa ze ściany lodu.

Do lodowca można dojść pieszo, ale też część trasy przejechać radzieckim mazem. Gdy podeszliśmy do właściciela maza, powiedział, żeby za pół godziny wrócić, musi oporządzić maszynę.

Trochę pogrzebał i gotowe, samochód na korbę, jeden siedzi za kierownicą, drugi zakręcił korbą i ruszyliśmy. Ponieważ grupa zajmowała całą pakę, ten, co kręcił korbą, umiejscowił się na przedniej masce samochodu i pojechali. Z paki widoki na góry, a maszyna wszystko, co na drodze, pokonuje - kamienie, błoto i rzekę.

No i nad morze na relaks do subtropikalnej Adżarii. Soczysta roślinność, bambusy, eukaliptusy, lokalne mandarynki, przestronne plaże, odzyskujące życie od niedawna herbaciane pola, rzymska twierdza w Gonio.

Batumi to szklane budynki o często fantazyjnych kształtach, fontanna z czaczą, a także pomnik zakochanych tworzący ruchomy spektakl. Wszystko jest oświetlone wieczorem, nawet palmy, rosnące wzdłuż nadmorskich bulwarów.

Zapisz się na wyjazd

Komentarze

W celu dodania komentarza należy się zalogować

Brak dodanych komentarzy